do Horusa.
Tworzenie WJ panc.-mot. to zrozumienie do czego taka jednostka ma słuzyć, to też wypracowanie koncepcji jej uzycia. Dlatego odwoływanie się do doświadczeń wrzesniowych, sporów Rómmla z Biernackim itp. jest chybione. Nie należy mieszać takich bajek, bo wyjdzie nam pastisz rodem z Hollywood.
do Jagmina.
Jak pokazała praktyka tworzenie naprędce sklecanych tworów ( chodzi o wzmacnianie "w razie potzreby" oddziałów zaporowych ) nigdy ni nigdzie nie zdała egzaminu. Może były jakieś wyjątki, które nie mogą przecież stanowić odniesienia i wzoru. Jako d-ca takiej jednostki chciałbyś pewnie zawsze znać mozliwopści bojowe podległej Tobie jednostki, a nie liczyć na to, co przydzielą lub nie. Jako dowódca armii chciałbyś wiedzieć czy dysponujesz brygadą, dywizją, czy tym, co NW raczy przydzielić ( optymistycznie zakładając, że czegoś nie zapomni i z perspektywy stanowiska NW doskonale zna i rozumie sytuację na danym odcinku ).
Mówisz, że proponowane przeze mnie baony ppanc. to jedynie odwód szczebla armijnego. Tak. A czymże były lub mogły być OPM-y? Odwód operacyjny? Strategiczny? To też tylko odwód armijny i nic więcej. To, że uzycie ich zastrzegał sobie NW wynikało z praktyki włażenia NW w kompetencje nie tylko dowódców armii, ale nawet dowódców dywizji i mniejszych jednostek. Tak na marginesie : 10 BKZmot. powstrzymywała, opóźniała, a nasza piechota i tak "doczłapać się" na miejsce tej walki nie mogła. Co prawda spełniła 10 brygada swoją rolę, ale jednocześnie wykazała bankructwo koncepcji. Bo co z tego, że Maczek dał radę, jak reszta nie dała?
Odwodem wyższym niż armijny nie może przecież być oddziałek wielkości słabego liczebnie pułku ( pomijam artylerią i saperów, bo to inna bajka ). Jeżeli nim był, stało się tak w wyniku naszego ubóstwa i nie zrozumienia sztuki operacyjnej. Przykładem niech będzie wielokrotnie przytaczane przydzielenia samodzielnych baonów 7TP armii Prusy, gdzie uzywano ich nawet już nie kompaniami, ale pojedynczymi nawet plutonami

. Co za ignorancja!!!
Powtarzam i będę powtarzał. Koncentracja i masowanie wysiłku. Stara jak świat zasada. Epominondas, król Teb ( jeżeli przekręciłem imię, sorry ) kilka wieków przed naszą erą zastosował zasadę koncentracji sił na wybranym odcinku i odnióśł wspaniałe zwycięstwo nad niepokonanymi dotąd zazwyczaj Spartanami, rewolucjonizując niejako sztukę wojenną ( z ktorej to zasady korzystali odtąd wielcy wodzowie z Macedońskim i Cezarem na czele ). Zasady sztuki wojennej ( co ciągle powtarzam ) pozostają bez względu na epokę niezmienne. Wszystkie półśrodki nigdy nie zdają egzaminu.
Mała dygresja. Modernizacja naszej armii przed 1939 była właśnie jaskrawym zastosowaniem takich półśrodków. Nie stać nas na "wszystko", więc koncentrujemy się nad tym, co najistotniejsze dla naszej doktryny i koncepcji prowadzenia wojny ( tylko, że najpierw taka doktrynę trzeba wypracować

). A tak, cały proces modernizacji polegał na równomiernym rozłożeniu akcentów na wszystkie dziedziny obronności. Wszędzie po trochę, nigdzie konkretnie i do końca, ergo do chrzanu i psu na budę.
Albo nasycamy WJ bronią ppanc. i tworzymy zmotoryzowane armijne odwody ppanc. ( baony ) w konkretnej liczbie ( 3-4 na armię ) - nastawiając się przy tym tylko na uporczywą obronę...albo tworzymy ze dwa chociaż korpusy panc.-mot. (w składzie wzmocnione 2 brygady czy lekkie dpanc.- nazewnictwo najmniej istotne ), będące nie tylko znakomitym instrumentem obronnym, ale też i "pazurem" jak zajdzie potrzeba - bo w tym wypadku nie tracimy z oczu okazji choćby częściowego pobicia przeciwnika. Takoż samo ma się rzecz z Lotnictwem i kazdym innym rodzajem broni. Ale my wszędzie trochę, wszędzie równo, w sumie z tego wielkie.....
OPM-y to własnie wyraz takiego niezdecydowania, który wynikał głównie z niekompetencji i niewiedzy ( aż przykro mówić, że nawet z totalnej ignorancji ).
Słusznie zakładano wojnę manewrową. Niegłupia była koncepcja Piłsudskiego nazwana "strategią pełnego powietrza" (plain air ). Skoro uznano w warunkach polskich tę koncepcję za najodpowiedniejszą, to czemu chciano ja realizować przy pomocy nóg piechura oraz końskich? Czyzby przykład jakiejś schizofrenii? Auta nie znano?

I nie da się tego wytłumaczyć brakiem kasy, bo jak się człowiek weźmie za liczenie, to konie kosztowały niewiele mniej. A jak jeszcze będzie mu się chciało liczyć, to się z rozpaczy złapie za głowę.
Znowu dygresja- zagadka. Mam określoną ilość pieniędzy. Mogę za nie wystawić 3 dyony AC o trakcji konnej lub 2-2,5 dyona AC o trakcji motorowej. Pytanie: który wariant zabierze więcej amunicji, będzie szybszy, zużyje mniej ludzi do obsługi i lepiej sprawniej "obsłuży" mi np. 30-tokilometrowy odcinek frontu?
Zagadka druga. W którym wypadku posiadanych przeze mnie kilka baonów czołgów zada większe strat n-plowi i przyniesie większą korzyść operacyjną: jak rozrzucę je na 200 km frontu czy jak skoncentruję na pięciu kilometrach? Itd., itp., etc....
O rozproszeniu wysiłku fortyfikacyjnego kilkakrotnie wspominałem w różnych tematach.
Reasumując. Nieprzydzielenie naszym brygadom motorowym owych baonów czołgów 7TP było szczytem ignorancji i głupoty oraz braku najbledszego pojęcia o działaniu i mozliwościach takich jednostek. I jakoś nie mogę na to znaleźć okoliczności łagodzących. Zadaniem wojska jest obrona państwa, a zadaniem kierownictwa wojskowego optymalne przygotowanie tej obrony i optymalne pokierownie nią. Zrobiono to byle jak.