Horus pisze:Czy te 6 dział ciężkich to miało być podwojenie dotychczasowego dac? Niewiele tego. Szczególnie jeżeli połowę stanu dac. ma stanowić armata 105mm. Jej zasięg jest O.K., ale siła niewiele większa od armaty 75mm. A to jak na artylerie ciężką trochę słabo. Mozdzierze jak miałyby być rozdysponowane w DP? 16 to nawet nie jest podwojenie siły k.ckm. w bat.piechoty. Propozycji na lepsze wykorzystanie tego co mieliśmy to nie mam. Brak mi wyobrażni.
Po pierwsze, to jest podwojenie siły Mz81 mm. Dotychczas w baonie piechoty 2 sztuki, a miał być 4.
Po drugie nie wydaje się celowe łączenie w dac armat 105 mm z haubicami 155 mm. To jak muł i koń w jednym zaprzęgu.
Moja propopzycja.
- w baonach po 4 moździerze piechoty 81 mm ( 36 w dp );
- w pułku pluton armat 75 mm ( zmodernizowane z drążkiem celowniczym i celownikiem optycznym od działka boforsa ) plus kompania działek 37 mm w liczbie 6 sztuk;
- w dywizji pal ( 24 naubice 100mm i 12 armat 75 mm lub odwrotnie ). dac z 8 haubic 155 mm, zmotoryzowana kppanc. z 12 działek 37 mm.
Armaty 40 mm zabieram z dywizji. Osłonę dają iluzoryczną, bardziej efektywne będą zgrupowane w dyony w gestii d-cy armii czy nawet GO.
Takoż samo z armatami 105 mm. Te należało zmotoryzować tworząc nich odwód artyleryjski armii. Mozna było wystawić 16-17 dac 105 mm zmotoryzowanych. To liczba wręcz symboliczna i motoryzacja ich była jak najbardziej możliwa.
Proszę zauważyć, że nie dodaję żadnych nowych ilości broni ( oprócz Mz81 mm ). Gospodarujemy tym co jest.
Sprawa następna. Nasze kompanie strzeleckie liczą 227 żołnierzy. Człowiek przeciętnie ogarnia nieco ponad 150 osób ( średnie stado w przyrodzie

). Uważam, że kompanie po 160-170 osób są wystarczające do wypełnienia zadań jaki przed nimi stoją. Praktyka wojenna wykazała, że wystarczą nawet 100-120 osobowe.
Odchudzamy tabory dywizyjne o jedną kolumnę marszową ( 4 kolumny konne ) dając w zamian jedną kolumnę samochodową ( dwdzieścia parę ciężarówek 2-3 t. - w skali naszej armii to zaledwie ok. 900 samochodów ).
Rezygnujemy ze szpitala polowego w dywizji ( prawie 300 osób ), tworu ociężałego ( transport konny ) i przystosowanego do działań pozycyjnych z PWS, a my przecież mamy prowdzić wojnę manewrową. Szpitale polowe w gestii armii. Kompanie sanitarne starczą ( i w praktyce wystarczyły ). Do dywizji przydzielamy kolumnę sanitarną z 10 sanitarek ( autobusy przerobione na wozy sanitarne - prosta rzecz, było ich w Polsce ponad tysiąc, nam potrzeba 400 ). Każda ciężarówka 2-3 t. to równowartość 5 konnych wozów taborowych. 2 sztuki na pułk odciążają tabory pułkowe ( potrzeba ich 240 sztuk ).
Przydałby się faktycznie oddział rozpoznawczy z prawdziwego zdarzenia.
Tak więc;
- kompania cyklistów ( ale takich szkolonych do działań rozpoznawczych, a nie jak było w praktyce złożona z przypadkowych żołnierzy, z których 1/3 uczyła się dopiero na rowerze jeździć);
- szwadron kawalerii ( nie złożony z "Krakusów" ociężały 240-toosobowy twór, ale mobilizowane przez pułki kawalerii z kawalerzystów z prawdziwego zdarzenia i na etacie szwadronu z pkaw. + druzyna łączności. Lekki, wyszkolony i skuteczny. Rezerwy ułanów i strzelców konnych były).
- zmotoryzowana kompania strzelców ( pluton motocyklistów i 2 plutony strzelców na samochodach + drużyna ckm );
- pluton działek ppanc. 37 mm przydzielany z dywizyjnej kompanii ppanc.
Co prawda to konglomerat pododdziałów o róznych cechach bojowych, ale jednocześnie dość poważna siła w ręku d-cy dywizji piechoty.
Taka dywizja powinna liczyć ok. 14 tys. ludzi i być o wiele sprawniejsza w dowodzeniu i w manewrowaniu. Jej siła bojowa nie spada w stosunku do starej, przeciwnie - wzrasta. "Odchudzenie " obejmuje bowiem nie oddziały bojowe, lecz tyły dp, które w wojnie manewrowej nie maja racji bytu. Z nadwyżek strzelców uzyskanych przez redukcję stanu osobowego kompanii strzeleckich można utworzyć polowy baon uzupełnień ( miała go niemiecka dp ) lub baon szturmowy dywizji. Zawsze to coś.
Przypominam, że gospodarujemy tym , co jest. Nie mamy nagle do dyspozycji setek działek ppanc. i artylerii ogólnego działania.
Kwestia motoryzacji przeze mnie proponowanej. Sprzęt na to był. Ewentualne braki można było zniwelować wzmożoną produkcją w okresie zagrożenia i zakupami zagranicznymi. Co ciekawe, starano się tak robić, ale o kilkanaście miesięcy za późno. A moce produkcyjne były. Przypominam, że nasze zakłady zbrojeniowe pracowały na "pół gwizdka" nawet wtedy, gdy wiedziano, że wojna wybuchnie.