space
 
Kampania Wrześniowa 1939 | Wojna Obronna 1939 | IV Rozbiór Polski | Kampania obronna 1939 | Polendfeldzug 1939 | Polish Campaign 1939 | Feldzug in Polen 1939

Strona główna 

  

Forum

  

Artykuły 

  

Bitwy i potyczki

  

Organizacja

  

Uzbrojenie

  

Biografie

  

Galerie

  

Konkursy

   Odwiedź nasz profil na Facebooku i zostań naszym fanem!  

 Kontakt 


A jednak dywersja?

Rozmowa z prof. dr. hab. KAROLEM MARIANEM POSPIESZALSKIM z Poznania, prawnikiem i historykiem, badaczem dziejów dywersji niemieckiej w Polsce

- Panie profesorze, praktycznie wszyscy historycy niemieccy, a także niektórzy polscy jak prof. Włodzimierz Jastrzębski z Akademii Bydgoskiej kwestionują fakt dywersji niemieckiej 3 września 1939 r. w Bydgoszczy. Była czy nie?

- Twierdzę z całą pewnością, że dywersja miała miejsce.

- Mimo że nie odnaleziono dotąd potwierdzających ją dokumentów?

- Ależ takich dokumentów jest mnóstwo. Nie dotyczą one, co prawda, dokładnie akcji bydgoskiej, ale wynika z nich, że musiała mieć miejsce. Gdyby jej nie było, byłoby to absolutnie niezgodne z logiką. Istnieją ponadto zazębiające się poszlaki, które wyraźnie wskazują na służbę bezpieczeństwa Rzeszy jako inicjatora i organizatora dywersji.

- Jakie to są dokumenty?

- Przede wszystkim plan 180 zamachów agentów SD na mienie niemieckie w Polsce w ostatnich dniach sierpnia 1939, niezwykle podobnych do bydgoskiej dywersji, przypadkowo znaleziony pod koniec lat czterdziestych przez berlińskiego adwokata Aloisa Gluglę i przekazany Edmundowi Osmańczykowi. Plan ten przewidywał w Bydgoszczy zamachy na siedziby dwóch partii politycznych, niemieckie biuro paszportowe, ekspozyturę konsulatu, prywatne niemieckie szkoły i niemiecki teatr. Wszystko to miało zostać przypisane Polakom. Akcja nie została jednak wykonana. Może obawiano się, że polska policja wykryje sprawców, albo że rozmiary zamachów wzbudzą zbyt wielkie podejrzenia?

- Inne dokumenty?

- To instrukcje dla wkraczających wojsk, w których mowa o istnieniu na terytorium Polski grup dywersyjnych. To także pisma między kierownictwem SD w Berlinie i dowódcą tej służby w Królewcu w sprawie odszkodowań dla zaangażowanych w dywersję volksdeutschów. To fakt wypłacania przez Lebensborn, organizację powołaną do opieki nad niezamężnymi niemieckimi matkami i ich rasowymi dziećmi zasiłków dla kobiet, których mężowie byli "ofiarami bydgoskiej krwawej niedzieli", a nie mieszkały wcale w Bydgoszczy, a w Gdańsku czy w dawnych granicach Rzeszy. Wystarczy?

- Nie dla wszystkich, panie profesorze.

- To idźmy dalej. Bezsporne jest istnienie przynajmniej jednej jednostki tajnej Sonderkommando Rottler-Kuehl, działającej w Polsce już na samym początku września, powołanej do atakowania wojska polskiego. W raporcie gdańskiego konsula Kuechlera z 19 sierpnia 1939 volksdeutsch Erich Brueschke podaje, że został wyszkolony przez gestapo w Gdańsku, by wykonać zamachy bombowe w Wąbrzeźnie i Dębowej Łące.
Ze wspomnień Jana Karskiego i materiałów zebranych przez Czesława Łuczaka wynika, że w wielu miastach polskich w 1939 r. strzelano do wycofującego się wojska. Ponadto odnaleziono w Militaer-Archiv we Fryburgu Bryzgowijskim plany dywersyjne wrocławskiej Abwehry, organizującej akcje w zachodniej, centralnej i południowej Polsce. Miała ona do dyspozycji 10 tys. dywersantów. Za działalność dywersyjną w Bydgoszczy i okolicach odpowiadała natomiast albo Abwehra w Królewcu, albo SD w Gdańsku. W planie wrocławskim z 30 czerwca 1939 figurują rubryki "Bromberg" i "Graudenz", z tym że bydgoska jest pusta.
W kolejnym planie, sporządzonym miesiąc później, obydwa miasta już nie figurują. Znaczyć to może tylko to, że wrocławski oddział wycofał się z tego terenu, bo dywersją zajął się inny organizator. Natomiast obszerny plan sabotaży zakładających zniszczenie połączeń komunikacyjnych i elektrowni zawiera wzmiankę o elektrowni bydgoskiej.

- Prof. Jastrzębski wspomina o tym, dodając, że elektrowni nic się nie stało, co ma być argumentem za odstąpieniem przez Niemców od tych planów.

- A odstąpili? Moim zdaniem nie. Plan nie przewidywał zniszczenia czy wysadzenia elektrowni, tylko jej unieruchomienie. To niech pan teraz porówna fragment zamieszczonych w zbiorze Edwarda Serwańskiego zeznań majora Albrychta, który wieczorem 3 września wspominał o braku światła w mieście. Może właśnie to był efekt działań dywersantów?

- Dlaczego uważa pan, że organizatorem był Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy?

- Gdyby dywersja bydgoska była dziełem Wehrmachtu, istniałyby ślady współdziałania między armią i jej agentami na froncie. W grę wchodzi zatem RSHA, organizowanie prowokacji należało do jego zadań, a szereg jego poczynań był w swym charakterze zbliżony do dywersji bydgoskiej.

- Niemcy przechowują w archiwum w Koblencji kilkaset zeznań byłych mieszkańców Bydgoszczy. Mają one potwierdzać, że dywersji nie było.

- Prócz zeznań zbieranych pod koniec lat pięćdziesiątych przez ziomkostwo, są też dwa tomy ze zbioru "Wehrmachtsuntersuchungstelle", gdzie pomieszczono protokoły zeznań świadków przesłuchanych przez sędziów wojskowych w Bydgoszczy od 9 do 13 września 1939, przechowywane we Freiburgu.
Faktycznie, relacjonujący twierdzą, że żołnierze polscy pytali ich, kto strzelał. Oni oświadczali, że nie to nie oni. I to na tej podstawie mamy kwestionować, że ktoś w ogóle strzelał? Świadkowie nie zaprzeczali, że w ogóle ktoś strzelał, tylko że to nie oni strzelali! A w sprawozdaniu z 1940 r. sędzia posunął się nawet do stwierdzenia, że "Aby żołnierzy doprowadzić do szału wobec volksdeutschów, ich dowódcy kazali swoim podwładnym albo innym osobom, które stały z nimi w zmowie, oddawać strzały, by wywołać wrażenie, że pochodziły od volksdeutschów". A zatem przyznał, że strzelano do wojska! W dziesiątkach zeznań przechowywanych w Koblencji też znaleźć można wzmianki o strzelaninie, niekiedy nawet gwałtownej.

- Strona niemiecka zarzuca nam brak wiarygodnych zeznań świadków. Większość opublikowanych w zbiorze prof. Serwańskiego pochodzi z lat 1959-61. Co się stało z wcześniejszymi zeznaniami 48 świadków, składanymi tuż po wojnie?

- Niestety, zaginęły. Stało się to prawdopodobnie w 1946 r. w drodze na proces norymberski. Odnaleziono za to po latach ich odpisy, ale nie wszystkie. Zaginęły zresztą nie tylko one. Także dokumenty otrzymane przez Osmańczyka. Zostało z nich dosłownie kilka kartek...
Mamy jednak nie tylko te zeznania. Nie zauważono jak dotąd np. wspomnień znanego lekarza bydgoskiego Władysława Czarnowskiego, któremu dwaj niemieccy szoferzy pogotowia ratunkowego, z którymi jeździł w listopadzie 1939 do chorych opowiadali o swoim dywersyjnym szkoleniu w Reichu na kilka miesięcy przed wybuchem wojny, skąd wrócili w końcu sierpnia via Gdańsk.

- Tymczasem wielu Niemców wychowało się na wydanej w 1940 r. W 150-tysięcznym nakładzie książeczce Edwina Dwingera "Der Tod in Polen".

- To był naprawdę znany i doskonały niemiecki pisarz, sławę zyskał powieścią "Armia za kolczastymi drutami", napisaną na podstawie wspomnień z pobytu w obozie jenieckim w Rosji w latach pierwszej wojny.
"Der Tod in Polen" to naprawdę straszna książka, napisana na zamówienie Goebbelsa. Dwinger twierdził w niej, że naród polski ze względu na swą zbrodniczość zasługuje na zagładę. Ale, ale. W innej książce, "12 rozmów", wydanej w 1966 r., Dwinger wyznał, że o tym, jak doszło do krwawej niedzieli "dowiedziałem się dopiero po niewczasie, po ukazaniu się książki. Kontrwywiad SS już przed wybuchem wojny przerzucił swoich ludzi do Polski, aby w polskim przebraniu uprawiali sabotaż. O wywołanie eksplozji, o strzały do maszerującego wojska (...) podejrzewano z natury rzeczy volksdeutschów (...) Oburzenie obróciło się przeciwko nim, to jest jedna z tajemnic bydgoskiej krwawej niedzieli. Za tych przez nas nasłanych sabotażystów musiało umrzeć 3000 Niemców”.

- Niemcy twierdzą, że polscy świadkowie kłamią albo opowiadają niestworzone rzeczy...

- A niemieccy? Jeśli zajrzymy w zeznania złożone w Koblencji, znajdziemy tam takie wzmianki jak u Waldemara Marquardta "Polacy postawili strzelców na dachach swoich domów, kolejarzy i uczniów gimnazjalnych, którzy kryli się za kominami i od czasu do czasu strzelali", Marthy Grabau "Było kilku specjalnie z Kongresówki przywiezionych Polaków, którzy z okien w dachu i strychów oddawali strzały na postrach", Sophie Fechner "Z trzypiętrowego domu przy ul. Promenada oddano wprawdzie kilka strzałów, gdy Polacy przemaszerowali, ale wiem, że chodziło tutaj o prowokację polskich łobuzów, którzy strzelali bez amunicji, aby wojsko sądziło, że to Niemcy strzelają", Kaethe Finger "Na wysokich drzewach przy śluzach siedzieli młodociani Polacy uzbrojeni w rewolwery i strzelali w dziedziniec policyjny", Erwina Ditschkowskiego "Polska straż obywatelska i młodzi strzelcy wchodzili do domów, w których mieszkali Niemcy i stamtąd strzelali z okien".
Charakterystyczny jest sposób myślenia Elfriede Weyrich, która widziała, że strzelano z kościoła ewangelickiego na Szwederowie, ale "jest wykluczone, by mogli to być Niemcy (...) Z naszej ewangelickiej gminy nie odważyłby się nikt strzelać do Polaków".

- Po co to Niemcom była ta dywersja, z wojskowego punktu widzenia skazana na klęskę?

- To była celowa prowokacja, aby skłonić Polaków do kontrakcji. Niemcom potrzebne były ofiary. "Polskie mordy" na volksdeutschach usprawiedliwiać miały straszliwe represje wobec ludności polskiej. Eksterminacja Polaków została zaplanowana na tak olbrzymią skalę, że trzeba było stworzyć ku temu istotną przyczynę. Aby eksterminację przedstawić niemieckiemu społeczeństwu jako odwet za polską zbrodnię. Znamienne, że w tajnych okólnikach o takim jej pojmowaniu nie było mowy. Moim zdaniem właśnie to, co nastąpiło po zdławieniu dywersji, stanowi dowód, że była ona zaplanowanym z góry dziełem. Legenda o tysiącach zamordowanych Niemcach miała usprawiedliwiać to, co już się stało i podniecać do dalszych mordów.

Wywiad ukazał się na łamach Expressu Bydgoskiego, autorem jest Krzysztof Błażejewski.

space
Zachowaj przeszłość
Nie pozwól aby wspomnienia Twoich bliskich uległy zapomnieniu, a rodzinne archiwum bezpowrotnie przepadło! Spisz relacje swoich bliskich, zeskanuj zdjęcia i dokumenty, a my je opublikujemi i zachowamy dla przyszłych pokoleń.
Rekrutacja do naszej załogi!
Jeżeli interesujesz się historią kampanii wrześniowej, uzbrojeniem, itp. i chciałbyś spróbować swoich sił w pisaniu artykułów na tematy z nimi związane, to skontaktuj się z nami. 
 
Tagi: obrona Warszawy rekonstrukcje 1939 katyń agresja zsrr bitwa pod Mławą bitwa nad Bzurą bitwa pod Mokrą bitwa pod Wizną obrona Westerplatte bitwa w Borach Tucholskich bitwa pod Kockiem 7tp tks kalendarium 1939 bitwa pod Szackiem i Wytycznem organizacja Wojska Polskiego 1939 uzbrojenie niemieckie 17 września uzbrojenie zsrr
 
space
Kampania Wrześniowa 1939 Copyright © 1997-2012      Mapa portalu   |   Kontakt   |   § Zastrzeżenia prawne 
space